IMG_1088

Raviolo con uovo

Są takie wyzwania, które odkładamy zawsze „na potem, na kiedyś, na jutro”. Odkąd spróbowałam słynnego Raviolo con uovo, z którego słynie pewna włoska restauracja w sercu stolicy Polski zapragnęłam zmierzyć się z tym zagadnieniem. No ale jakoś tak nigdy nie było czasu, nie było towarzystwa, nie było sposobności. A przepis ten nie należy do najprostszych. Moja skromna przestrzeń mieszkaniowa w której sobie egzystuję na codzień to 4 palniki w wersji elektrycznej, piekarnik i zlewozmywak. jakimś cudem udało mi się upchnąć jeszcze malakser, czajnik i toster, co oznacza, że organizacja przestrzeni „a`la stolnica” wymaga nie lada wysiłku. No ale dobrze. Udało się. Zmobilizowałam się. I mniej więcej w chwili gdy nadszedł czas dozowania farszu na ciasto obleciał mnie strach. Chciałam się poddać, odpuścić sobie, olać. No ale zaparłam się. Włożyłam w to danie całe swoje serce do końca. I powiem wam coś. Było warto.

Ta rozpusta w postaci mąki, masła, sera i jaj z niebotyczną ilością kalorii i cholesterolu jest warta  odrobiny cierpliwości, precyzji i starań. No i może przebiegnięcia maratonu, dla zachowania dobrej formy.  Choć raz w życiu.

 

Ciasto- pasta fresca:

  • 4 żółtka
  • 2 całe jajka rozmiar L
  • 300 g mąki „tipo 00” do kupienia w sklepie  z włoskimi produktami, lub dobrym sklepie spożywczym czy supermarkecie
  • pól łyżeczki soli

 

Na stolnicę wysypujemy mąkę, po środku stożka robimy wgłębienie w które wbijamy zarówno całe jajka jak i żółtka, dodajemy sól. Powoli widelcem zagarniamy mąkę z zewnątrz do środka, aż jaja połączą się z mąką. Zagniatamy ręcznie około 10 minut, aż ciasto będzie miało jednolitą strukturę, będzie twarde, ale elastyczne. Spłaszczamy je, owijamy w folię spożywczą i zostawiamy w lodówce na kilka godzin- najlepiej całą noc.

Farsz:

  • 250g sera ricotta – najlepiej oryginalnie włoskiego
  • dwie łyżki posiekanej drobno natki pietruszki
  • 1 jajko (rozm.L)
  • 1/4 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
  • 2-3 łyżki parmezanu lub grana padano startego na jak najdrobniejszych oczkach
  • sól, pieprz do smaku
  • 8 żółtek

w misce łączymy wszystkie składniki. Przekładamy do rękawa cukierniczego i wkładamy do lodówki na 5-10 minut.

Do podania:

  • Masło- 3-4 łyżki
  • Świeże listki szałwii
  • starty na tarce parmezan lub grana padano

 

Przygotowujemy przestrzeń w kuchni na wałkowanie ciasta. Najlepiej zrobić to za pomocą maszynki do makaronu. Polecam np. tę: Maszynka do makaronu IMPERIA

Ciasto dzielimy na 4 części. Każdy placek spłaszczamy i przepuszczamy przez maszynkę od największego rozstawu, zmniejszając go co 2 cykle aż do osiągnięcia ciasta, przez które przebija światło.

Układamy pasy makaronu na odrobinę podsypanej mąką stolnicy, pamiętając aby nie posypać płatów po wierzchu mąką, ponieważ będziemy je sklejać.

Na każdym z płatów szklanką odciskamy kształt koła. Następnie za pomocą rękawa cukierniczego ze średnią końcówką wyciskamy z serowego farszu „gniazdko” w które wbijamy żółtko. Solimy, pieprzymy do smaku. Następnie delikatnie zwilżamy brzegi ciasta, przykrywamy drugim płatem. Za pomocą pierścienia lub kubka o odrobinę większej średnicy niż szklanka nadajemy raviolo kształt i dociskamy brzegi ciasta. Gdy jesteśmy już pewni, że nic nie wypłynie ze środka. odcinamy brzegi za pomocą radełka lub pierścienia.

Gotujemy 3-4 minuty w lekko osolonej wodzie.

Podajemy z masłem, palonym do orzechowego aromatu z listkami szałwii oraz parmezanem.

Tutaj możecie podpatrzeć jak to wygląda w praktyce: RAVIOLO CON UOVO INSTRUKTAŻ

 

IMG_1088.JPG

Koniecznie dajcie znać, czy wam wyszło!

Nie taki diabeł straszny, jak go malują!

 

 

 

 

Tarta z czerwonymi owocami pod bezą

IMG_5994

 

 

Kruchy spód

  • 250 g mąki pszennej
  • 100  g mąki ziemniaczanej
  • 150 g zimnego masła
  • 100 g drobnego cukru
  • 3 jajka

Owoce

  • 500 g wydrylowanych wiśni
  • 500 g czerwonych porzeczek
  • 1-2 łyżki mąki ziemniaczanej

Beza

  • 3 białka
  • 50 g cukru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • kilka kropli soku z cytryny lub octu

Mąkę pszenną i ziemniaczaną oraz połowę cukru siekamy  za pomocą noża  z masłem do uzyskania luźnej kruszonki. Dodajemy żółtka. Zagniatamy jednolite ciasto, wykładamy nim foremkę wcześniej wyłożoną pergaminem, wkładamy do lodówki na około pół godziny.

W między czasie wiśnie drylujemy, porzeczki obieramy z szypułek, dokładnie myjemy. Przesypujemy 1- 2 łyżkami mąki ziemniaczanej.

Ciasto po schłodzeniu w lodówce nakłuwamy widelcem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na kwadrans.

Przygotowujemy bezę: białka z dodatkiem odrobiny soku z cytryny ubijamy na sztywną pianę dodając stopniowo drugą połowę cukru i łyżkę mąki ziemniaczanej. Ubijamy do czasu gdy będzie lśniąca i sztywna, a na łopatkach miksera będzie zostawała w formie charakterystycznych stożków.

Na zarumieniony spód wykładamy owoce. Przykrywamy bezą formując za pomocą łyżki improwizowane nierówności. Pieczemy 15 minut w 180 stopniach, następnie zmniejszamy temp. do 100 stopni na jeszcze 20 minut.

 

IMG_6009

 

 

 

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI: SMAKI DZIECIŃSTWA

W ten pierwszy naprawdę jesienny wieczór tego roku, zmarznięta po tym, jak zwiał mi autobus siedzę z kubkiem herbaty po prawicy i marchewką w słupach po lewej stronie. I tak sobie myślę, że za chwilkę zima, mandarynki, święta, kawa w czerwonym kubku i tak dalej. Babska melancholia zeszła dziś na tematy kulinarne.

I w dniu w którym w Internecie aż huczy i kipi z radości, z powodu nowelizacji ustawy, która wykopie wszystkie słodycze z placówek szkolnych ja zastanawiam się jakie są moje wspomnienia szkolnych smaków. I przypomniało mi się kilka rzeczy, którymi się zaraz z wami podzielę. Choć na początek refleksja. Ciekawa jestem co będą wspominać obecni uczniowie za, powiedzmy 15 lat. Ostatnio od dzieciaków wiem, że króluje spaghetti. Nie ważne co podasz Pani kucharko, ważne aby nazywało się spaghetti! Jestem tego pewna. Spaghetti zawładnie kulinarnymi wspomnieniami pokolenia 2008! Przyjmuję zakłady.

A teraz moje dziecięce wspomnienia. Ciekawa jestem czy macie takie same. Podzielcie się swoimi !

  • Zupa neapolitańska vel. „pieczarkowa bez pieczarek”. Wolę nie myśleć jak ją robiono. Ale wiem, że nazywaliśmy ją z bratem właśnie pieczarkową bez pieczarek. Pamiętam, że była podawana z makaronem dishi. I dużą ilością pietruszki. Była w przedszkolu i w szkole podstawowej.
  • Zasmażana kapusta. Klasyk. Myślę, że gdybym odwiedziła swoje przedszkole w którym ostatnio byłam prawie dwadzieścia lat temu i powiedziała, że ja to jedna z tych dwóch od wylizywania garnków, to wszyscy wiedzieliby o co chodzi. Pochodzę z definitywnie kapuścianej rodziny. Kapusta zasmażana, bigos, z grochem, z pieczarkami, czy kiszona….ZAWSZE CHĘTNIE!
  • Pasta rybna. Każdy kto miał z tym kanapkę przestawał być moim kolegą albo koleżanką do końca dnia…Chyba, że umył zęby.
  • Grzech nad grzechy czyli szkolne racuchy. Drożdżowe ciasto smażone na pełnym tłuszczu posypane cukrem pudrem. Jak to piszę to już boli mnie sumienie, no ale to było przepyszne, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
  • Surówka z marchewki i jabłka. Bomba witaminowa lat 90😉
  • Kojarzę też ryż z jabłkami, z pierwszych wakacji nad morzem, które spędziliśmy w pracowniczym pensjonacie, który to powitał nas właśnie takimi „smakołykami”.
  • Mój brat wspomina za to pampuchy z sosem truskawkowym. I do tej pory jest ich entuzjastą.
  • I zupę owocową, której komentować nawet nie planuję.
  • Najbardziej chodliwym towarem w sklepiku szkolnym w podstawówce była ćwiartka bochenka chleba odgrzana w mikrofalówce, tak że stawała się ciepłą kluchą polaną keczupem i posypana okropieństwem jakim jest prażona cebulka. Do tej pory podziwiam kreatywność Pani ze sklepiku za ten dziwaczny wymysł, zupełnie pozbawiony logicznych podstaw marketingowych, który podbił serca wszystkich chłopców.
  • Pamiętam też codzienne śniadania z mlekiem w roli głównej, swoje pudełko na kanapkę i to, że wszystkie dzieci mi zazdrościły, że zawsze jem to na co mam ochotę. Moje kanapki nigdy nie lądowały w koszu.

Wiem, że nie zawsze było zdrowo, że czasami za dużo cukru, tłuszczu, dodatków. Ale było różnorodnie! Były warzywa i owoce. Było kolorowo. I to jest najważniejsze. Nie dajcie się zwariować.

Nie namawiam rodziców do karmienia dzieci słodyczami, tłuszczami i węglowodanami w masowych ilościach. I popieram nowelizację ustawy. Ale jeżeli czujecie się zagubieni w całym tym gąszczu zasad diet i restrykcji zapiszcie sobie na lodówce jedno słowo: RÓŻNORODNOŚĆ. I pamiętajcie: dzieci też mają jedzeniowe zachcianki, które trzeba szanować😉

Czekam na wasze wspomnienia.
I dedykuję ten wieczór wszystkim swoim kolegom z podstawówki!

Rześki makaron z kurczakiem, warzywami i olejem rydzowym

Zbliża się sesja, czyli okres wytężonej pracy studentów, przynajmniej tych bardziej pracowitych. Do tego za oknem cudowna, letnia pogoda, która chyba nikogo nie skłania do spędzania godzin w kuchni. Za miesiąc wakacje, więc dobrze byłoby zadbać o zdrowsze jedzenie, i zrzucenie kilku dekagarmów. I jak tu sobie to wszystko pogodzić ?

Prosto szybko i lekko ? Wydaje wam się niemożliwe? Zapewniam, że się da.

Dziś przepis na obiad w 15 minut.

IMG_5708

 

  • garść razowego makaronu
  • 1/3 cukinii
  • młoda marchewka
  • dwie różyczki kalafiora
  • dwie różyczki brokuła
  • 100 g piersi z kurczaka (połowa)
  • sól i pieprz do smaku
  • dowolne zioła
  • łyżeczka oleju rydzowego
  • odrobina  sera pecorino lub innego twardego np. grana padano lub parmezanu

 

Makaron wrzucamy do wrzącej wody. Gotujemy. Po około 2 minutach dodajemy do garnka z makaronem brokuła, kalafiora i marchewkę pokrojoną w grube talarki. Po 5 pokrojoną w pół plasterki cukinię. Gdy makaron będzie al dente odcedzamy.

Kurczaka kroimy w dosyć dużą kostkę, podsmażamy na odrobinie oleju rzepakowego z dodatkiem ziół.  Usmażonego dodajemy do makaronu z warzywami.

Doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz olejem rydzowym i startym serem. Dla świeżości można dodać kilka listków mięty.

Olej rydzowy jest bardzo smaczny i zdrowy! Ma delikatny aromat gorczycy i cebuli, świetnie nadaje się do sałatek, makaronu, twarogu, warzyw. Należy pamiętać jednak, że nie należy go poddawać obróbce termicznej. Zawiera zdrowe kwasy tłuszczowe omega-3 oraz omega-6 w takiej ilości, że już jedna łyżeczka dziennie zaspokaja zapotrzebowanie na wielonienasycone kwasy tłuszczowe w diecie. Do tego jest źródłem witamina A, witamin z grupy B, przeciwutleniaczy w postaci witaminy E oraz lecytyny. Badania wykazały, że u osób z podwyższonym cholesterolem już po dwóch tygodniach spożywania obniża poziom „złego” cholesterolu frakcji LDL.

Gdyby to było za mało, to jest wpisany na listę produktów tradycyjnych województwa Wielkopolskiego.

Dodam tylko dla tych, którzy zastanawiają się właśnie jak robi się z grzybów olej, że jest on produkowany z lnicznika siewnego, nazywanego lnianką albo rydzem, ze względu na miedziano-pomarańczowy kolor. Jest to dzika, samosiewna roślina, której przypisuje się właściwości zdrowotne. Po II Wojnie Światowej  w Polsce lnianka była drugą rośliną,zaraz po rzepaku z której tłoczono olej. Po jakimś czasie jednak rzepak całkowicie ją wyparł, i dopiero pod koniec lat 90 powrócono do produkcji oleju rydzowego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ciastka owsiane z czekoladą i miętą

Zrobiłam sobie mały urlop zdrowotny. Przepraszam, że mimo iż wiosna w pełni targi uginają się pod ilością rzodkiewek, sałat, szparagów, rabarbaru i innych cudownych pyszności tutaj tak cicho.

Odpoczywałam od pisania, ale nie od gotowania, dlatego spodziewajcie się porcji nowych pomysłów !

Na przeprosiny dziś przepis na ciasteczka owsiane z czekoladą i miętą, których można było spróbować jakiś czas temu podczas Majówki na Skarpie, gdzie wraz z koleżankami ze Slow Food Youth Warszawa przekonywałyśmy Warszawian do zdrowszych i lokalnych wersji przekąsek piknikowych!

Gorzka czekolada i mięta to moim zdaniem jedno, z tych połączeń smaków, któremu nie można się oprzeć, jeżeli jeszcze nie spróbowaliście to zróbcie to jak najszybciej😉

 

przepis na 9 średnich ciastek

  • 250 g masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 2 szklanki płatków owsianych (można pomieszać kilka rodzajów, ważne żeby nie były to te instant)
  • 1 jajko
  • pół szklanki mąki
  • 100g gorzkiej czekolady dobrej jakości
  • 2-3 garście liści mięty

 

Masło i cukier rozpuszczamy w dużym rondlu uważając by mieszanina się nie przypaliła. Gdy cukier całkowicie się rozpuści dodajemy płatki owsiane i zdejmujemy z ognia, gdy zaczną wydzielać orzechowy zapach. Odstawiamy z ognia do ostygnięcia. Gdy płatki będą już przestudzone dodajemy jajo, mąkę, drobno posiekaną czekoladę i miętę i mieszamy do uzyskania jednorodnej masy.

Formujemy ciastka, pieczemy w 180 stopniach ok. 15 minut (mniejsze ciasteczka potrzebują mniej czasu, większe odrobinę dłużej). po wyjęciu z piekarnika studzimy na blaszce. Ciastka zaraz po upieczeniu są bardzo kruche, po ostygnięciu nie powinny się już rozpadać.

 

IMG_5318

 

 

 

 

 

 

 

Zupa ze szparagów groszku i bazylii

Od kilku dni walczę z przeznaczeniem. Dosłownie. Cały czas ktoś lub coś czyha na moje życie. Macie tak czasami? Bo ja zaczynam się bać.

I w ramach dodania sobie otuchy i przywracania nadziei, dziś kolejna odsłona zielonej zupy.

4 składniki. 15 minut przygotowań – jak się ucieka przed kolejną katastrofą, to chyba lepiej nie kusić losu dłuższym gotowaniem, nieprawdaż ?

Prościzna!

 

 

IMG_5309

Sezonowa zupa z zielonych szparagów, groszku, bazylii i czosnku.

Na 2 porcje zupy:

  • 10-15 szparagów zielonych pozbawianych zdrewniałych części
  • pół szklanki zielonego groszku
  • 5-7 dużych listków bazylii
  • 1 ząbek czosnku
  • łyżka oleju rzepakowego
  • sól, pieprz
  • 1 kajzerka

Na oleju podsmażamy pokrojone na 4 cm kawałki szparagi. Najdelikatniejsze główki możecie zostawić do dekoracji zupy. Dodajemy czosnek. po zrumienieniu się dodajemy groszek zielony i zalewamy ok. 1 szklanką wody lub bulionu.  Przykrywamy i gotujemy do miękkości. Przelewamy do blendera kielichowego, dodajemy listki bazylii i miksujemy na gładki krem. Można przetrzeć przez sitko, lub darować sobie tę czynność. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Na  patelni rumienimy pokrojoną w kostkę kajzerkę i końcówki szparagów. Podajemy z gorącą zupą, choć na zimno w ciepłe dni też się sprawdzi w roli chłodnika.

 

 

 

Pan Racuch i kilka słów o kuchni Polskiej

Ostatnio często spotykam obcokrajowców, którzy poza pytaniem, która wódka jest najlepsza pytają też o to, jakie są tradycyjne polskie dania.

No i stawiają mnie w kłopotliwej sytuacji. Bo jako miłośnik pierogów mogłabym rzec, jak cała rzesza Polaków, że najbardziej tradycyjną z tradycyjnych potraw w Polsce są pierogi. Ale jako poszukiwacz ciekawostek, wielbiciel prawdy historycznej i świadomy konsument rzec tego nie mogę, bo przecież Polacy pierogów nie stworzyli. Przybyły oczywiście z Chin przez Włochy i Ruś jak zresztą większość naszych specjałów.

Poza faktem, że na świecie mamy, tortellini, ravioli, dim-sum, pielmieni i w tym towarzystwie oryginalność pierogów jest zaburzona,ostatnio już cały świat wie czym są pierogi za sprawą sympatycznej pomyłki Shaq`a O`Neala, który komentując mecz koszykówki, z naszym przesympatycznym Marcinem Gortatem w ferworze akcji zaproponował mu wrzucenie kilku pierogów na ruszt. Ten jednak, jak na Polaka z misją i dumą przystało, na oczach obywateli całych Stanów Zjednoczonych pokazał mu czym są pierogi, i dlaczego nie powinno się ich grillować.

Dlatego uważam, że pierogi obronią się same i mojej pomocy w osławianiu na świecie nie potrzebują. Gdybyście jednak mieli gościa, który nalegałby na ich skosztowanie, a babcia zastrajkuje to polecam wycieczkę do Pierrogerri: tam serwują najlepsze pierogi w Warszawie.

Wracając do poszukiwać smaku Polski muszę przyznać, że zadanie nie jest proste. Zagraniczne programy telewizyjne, w których pokazywane są zwyczaje kulinarne państw, rozsławiają się nad polską gęsią. Może i gęsi mamy, może i są najsmaczniejsze na świecie, ale na pewno nie lądują na polskich stołach, a goszczą się na francuskich salonach i w niemieckich jadalniach. Jaka to więc tradycja? Na pewno nie moja.

Jasne, mamy przecież sławną fabrykę Wedla, w której produkowane są ciemnobrązowe tabliczki szczęścia i rozkoszy, zaspokajające popyt na łakocie polskich dzieci, ale jakiż to polski produkt? Słyszeliście coś o jakiejś plantacji kakaowca w Polsce ?

Zanim zacznę krytykować kolejne pomysły przejdźmy do tego co miało wpływ na kreację polskiej kuchni. Prawda jest taka, że tereny Rzeczypospolitej Polskiej były zamieszkiwane przez kilkadziesiąt różnych narodów. Z odmienną kulturą, religią, zwyczajami i smakami. Potem przyszły zabory, i podzieliły nie tylko kraj ale i kuchnie na trzy grupy. Potem była bieda, więc najbardziej liczyło się to, żeby dania dostarczały odpowiedniej ilości tłuszczu i węglowodanów za minimalną cenę. Nikomu w głowie nie były żabie udka, kiedy jedzenia brakowało.

No dobrze, możecie mi zarzucić, że polska kuchnia szlachecka jest bardzo bogata, pełna różnorodnych dań i tradycyjnych smaków. To odrębna historia. Może kiedyś zajrzę do szlacheckiego gara, ale dziś zajmę się kuchnią chłopską. Bo to moje korzenie😉

 

Postanowiłam odpowiedzieć sobie na pytanie Co charakteryzuje kuchnię polską ? Jakie danie, którego nie znajdziemy na końcu świata poza ojczyzną ?

Pomyślałam o moim dzieciństwie. O domu, w którym kuchnia była centrum świata. O Wigilii i imieninach babci. O tym, co uwielbiałam jeść w przedszkolu.

I znalazłam odpowiedź.

Dla mnie na wskroś polskie są flaczki. Moczone dwukrotnie. Gotowane z jarzynami. Mocno doprawione pieprzem. Znienawidzone przez mojego brata. Uwielbiane przeze mnie. Teoria naciągana, bo można ich uraczyć we Francji, Rumunii, Bułgarii czy Turcji. Ale nie obronią się tak jak pierogi, więc daję im szansę.

Polska jest zalewajka. Zupa z polskimi ziemniakami i cebulą. Przecież to są najważniejsze polskie warzywa! Z prawdziwym polskim żurem. Tu naciągania nie ma. Polska 100%

Polskie są zasmażane buraczki i kapusta kiszona, marynowana papryka i ogórki kiszone. I żaden obcokrajowiec nie zrozumie, że to wcale nie jest zepsute. Dozujcie z umiarem.

No i bigos. Cytując naszego wieszcza narodowego:

w słowach wydać trudno bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną”

Przejdźmy jednak do spraw lżejszych. Nie każdego trzeba od razu raczyć obiadem.

Co z deserami ?

Możemy powiedzieć, że serniki, szarlotki, czy drożdżówki są polskie. Ale jak dla mnie to jest to cuisine internationale. Każdy kraj ma swoje ciasto z jabłkami, czy jest to amerykańskie apple pie, czy niemiecki strudel, czy polska szarlotka.

Więc pomyślałam po raz kolejny swoim tokiem poszukiwań no i zrobiło się gorąco.

Dlaczego? Bo racuchy.

Racuchy są jednym z głównych dań w obsadzie moich wspomnień kulinarnych. Dobrze znam widok mamy smażącej racuchy i posypującej je obficie cukrem pudrem. Dobrze pamiętam jak mój brat, będący dzieckiem nie jedzącym niczego poza zupami (to zupełnie odwrotnie niż ja) błagał mamę aby zapisała go na szkolne obiady przez wzgląd na racuchy. I choć jestem już duża, nadal przypada mi w udziale rola pomocy kuchennej i obierania jabłek, kiedy na podwieczorek będą racuchy.

Szukałam informacji o tym, skąd wzięły się racuchy. Ale nic nie znalazłam. Oprócz tego, że przepisy na nie można znaleźć w polskich książkach kulinarnych z XVIII w. Polska to przecież kraina jabłek, naturalnym jest więc fakt, że jak racuchy to tylko z jabłkami. Dziś mam dla was przepis na klasyczne racuchy. A ponieważ truskawki wyszły już spod folii i uśmiechają się do nas z gruntu będzie z odrobiną truskawki.

 

 

Polskie racuchy na podwieczorek

  • 5 łyżek kefiru lub jogurtu
  • pół szklanki wody
  • pół szklanki mleka
  • 10 g drożdży rozpuszczonych w 1/4 szkl. ciepłej wody z łyżeczką cukru
  • 1 jajo
  • 150 g mąki
  • szczypta soli
  • dwie łyżeczki cukru
  • 1 duże jabłko obrane i pokrojone w kostkę
  • 4 duże truskawki

 

 

Wszystkie składniki mieszamy, uważając, aby nie było w cieście grudek. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany: modyfikujemy ją dolewając wody lub dodając mąki.

Do ciasta dodajemy jabłka. Smażymy  niewielkie placuszki na oleju rzepakowym na złocisty kolor z dwóch stron. Truskawki kładziemy na placuszek po wylaniu go na patelnię. Zdejmujemy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym i obficie posypujemy cukrem pudrem.

Na koniec przypomnę, że jeżeli chodzi o wspomnienia, kalorie się nie liczą. Ważne, by nie wspominać codziennie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najprostszy przepis na domowy chleb

Kupienie w sklepie pełnoziarnistego chleba to nie lada wyzwanie. Pewnie gdybym nie była świadoma, to nie stanowiłoby to dla mnie problemu, żeby kupić bułkę barwioną karmelem albo słodem z dodatkiem łyżeczki nasion za ponad 1 zł.

Ale jestem świadoma. I chcę żebyście wy też byli. BARDZO ŁATWO DAĆ SIĘ OSZUKAĆ KUPUJĄC PIECZYWO PEŁNOZIARNISTE. W zasadzie to określenie to wytrych. Uściślając powinniśmy dywagować na temat pieczywa wypiekanego z mąki z całoziarnistego przemiału. To znaczy, że mąka jest pozyskiwana z całego ziarna, a co za tym idzie ma więcej witamin, minerałów, błonnika, i mniejszą kaloryczność.

A czym dla sprzedawców jest pieczywo pełnoziarniste ( razowe) ? Zazwyczaj to każda bułka lub chleb, o ciemniejszym kolorze z dodatkiem, choćby minimalnym ziaren. Oczywiście można znaleźć dobre, prawdziwe pieczywo. Ale jest ono oczywiście dużo droższe. Dziś w cenie jest to, co kiedyś było standardem. Oczywiście, białe pieczywo nie truje. Ale dlaczego mam rezygnować z czegoś co jest zdrowsze?

Moja propozycja jest następująca. Przedstawiam wam przepis na chleb mojej mamy. Maksymalnie 10 minut pracy + pieczenie. Zero konserwantów, barwników, ulepszaczy. Stuprocentowa pewność, że wiecie co jecie. Zapraszam.

Przepis na dwie blaszki chlebowe

  • 1 kg mąki (ja używam mąki pszennej razowej typ 2000 wymieszanej z mąką owsianą. Możecie użyć dowolnych mąk w dowolnych proporcjach)*
  • 1 l mocno ciepłej wody
  • 1 paczka świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka mielonego kminku
  • 100 g nasion słonecznika
  • 100g nasion dyni
  • Inne dowolnie wybrane pestki i nasiona.

Jeżeli używacie mąk typu  500 i poniżej należy dodać również 100 g dowolnych otrębów*

Wsypujemy wszystkie suche składniki do miski. Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie (nie za gorącej, aby ich nie zabić). Dodajemy do suchych składników. Mieszając dolewamy wodę, do uzyskania konsystencji półpłynnej. Do podłużnych foremek wyłożonych pergaminem rozdzielamy ciasto. Smarujemy odrobiną wody na wierzchu. Pieczemy w 180 stopniach około godzinę lub do „suchego patyczka”. Warto do piekarnika wstawić również żaroodporne naczynie wypełnione wodą.

Chleb gotowy. Bez wyrastania, bez zaczynu, bez kłopotów. PROSTE JAK BUŁKA Z MASŁEM .

IMG_5063

wiosenna sałatka z komosą ryżową, szparagami i rzodkiewką

Komosa ryżowa inaczej nazywana quinoa to jedno z tzw. „superfoods”. Tym określeniem nazywamy produkty, które są bardzo wartościowe żywieniowo, czyli mega zdrowe😉 Komosa ryżowa nie zawiera glutenu, więc może być spożywana przez osoby uczulone na gluten lub chore na celiakie. Jest świetnym źródłem białka o bardzo dobrym profilu aminokwasowym charakteryzującym się wysoką zawartością lizyny i izoleucyny, które zazwyczaj są aminokwasami ograniczającymi w innych produktach zbożowych. Ma bardzo niski indeks glikemiczny ( IG około 35), więc nie powoduje wysokich skoków stężenia cukru we krwi, ale powoli uwalnia energię. 100 g ziaren quinoa (ważonych przed ugotowaniem) to około 220 kcal.

Zawiera dużo więcej cynku niż pozostałe zboża. Ponadto jest bogata w potas, magnez, żelazo, miedź, mangan, witaminy z grypy B i E.

Węglowodany w komosie ryżowej to ok. 60 %, a błonnik ok. 7 %. Zawartość tłuszczy jest wyższa niż w nasionach innych roślin zbożowych. Tłuszcz ten stanowią jednak w głównej mierze nienasycone, długołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Nawet w 4,3 % mogą się one składać z kwasu alfa-linolenowego, występującego z reguły tylko w rybach i należącego do grupy kwasów omega-3, który jest bardzo pożądany w diecie każdego Polaka.

Komosę ryżową można podawać zarówno na słodko jak i na słono. Należy pamiętać, aby przed gotowaniem porządnie ją wypłukać (saponiny z łupinek quinoa rozrzedzają krew, dlatego trzeba o tym pamiętać!) następnie gotować w podwojonej ilości wody (2 szklanki wody na 1 szklankę komosy) pod przykryciem na małym ogniu, do całkowitego wchłonięcia wody.

Chyba to wystarczająca ilość argumentów przemawiająca za tym cudownym zbożem, czyż nie ?

 

Wiosenna sałatka na II śniadanie

  • 4 blanszowane szparagi
  • 4 rzodkiewki
  • łyżka koperku
  • 3 plastry prosciutto
  • 50 g ziaren komosy ryżowej
  • sól, pieprz

Komosę ryżową gotujemy według powyższej instrukcji (w 1 szklance wody). Włoską szynkę dojrzewającą lub bekon kroimy w drobne paski i podsmażamy na złocisty kolor bez dodatku tłuszczu. Blanszowane szparagi możemy podsmażyć przez ok.1 minutę na patelni po szynce. Rzodkiewkę kroimy w plasterki, szparagi w nieduże kawałki. Wszystko mieszamy z ugotowaną komosą, dodajemy koperek, doprawiamy solą i pieprzem.

Świetna na drugie śniadanie poza domem, idealnie przechowuje się w lodówce.

 

IMG_5002

 

 

 

Appki dla Foodies, czyli mój telefon i jedzenie cz.1. Myfitnessspal

Długo zbierałam się do ten cykl.

Nie czuję się ekspertem w dziedzinie mobilnych aplikacji, a już na pewno nie przeczytacie dziś o tym, jak oceniam wydajność i techniczną stronę aplikacji, które przetestowałam. Za to chciałabym z wami podzielić się informacjami na temat kilku aplikacji, które moim zdaniem są godne wspomnienia o nich. Bo mnie inspirują, bo ich używam, bo są przydatne w życiu kogoś, dla kogo jedzenie jest ważne.

Każdą aplikację oceniłam w skali od * do *****, ale nie porównywałam ich między sobą ponieważ ciężko porównać coś, czego użyteczność jest różna.

Do dzieła!

myfitnesspal

Na pierwszy ogień mój faworyt.

Aplikacja Myfitnesspal

Dostępność : iPhone, iPad, Android, Backberry, Windows

Cena: free

ocena: *****

Użyteczność: Jest to aplikacja o charakterze dziennika. Możecie w niej notować swoją codzienną dietę oraz ćwiczenia, co pozwala śledzić naszą dietę, sprawdzać zbilansowanie posiłków, monitorować postępy i analizując dzienne/tygodniowe/miesięczne raporty eliminować złe nawyki żywieniowe wprowadzając modyfikacje w swojej diecie lub aktywności fizycznej.

Uważam, że jest to najlepsza aplikacja tego typu dostępna za darmo w Polsce. Dlaczego?

Dlatego, że ma naprawdę ogromną bazę produktów. Dlatego, że wprowadzono do niej wiele produktów z polskiego rynku ( istotne dla osób, które nie są biegłe w języku angielskim, lub nie potrafią przeliczać naszych produktów na zagraniczne odpowiedniki).

Aplikacja daje również możliwość dodawania do bazy danych produktów każdemu użytkownikowi, a także tworzenie receptur dań, co ułatwia nam obliczanie ile kalorii ma jedno ciasteczko z całej blachy, którą właśnie upiekliśmy.

Ale ale…. to nie wszystko, teraz najlepsze.

Jest to jedyna aplikacja, na którą do tej pory trafiłam, która kalkuluje nie tylko ilości spożytego białka,tłuszczu i węglowodanów, ale również najważniejszych makroskładników: witaminy A, witaminy C, wapnia, żelaza, sodu, potasu. W bonusie ilość cholesterolu i WNNKT, tłuszczów trans. Wszystko to zestawione jest w aplikacji z normami zapotrzebowania na dane składniki ustalonymi na podstawie wstępnie wpisanych przez nas parametrów: wieku, płci, wagi, celu jaki chcemy osiągnąć.

Zrzut ekranu 2014-04-28 o 13.46.27

 

Żeby nie było za kolorowo, są też minusy. Aplikacja jest oparta na amerykańskich normach żywienia, co mnie nie przeszkadza bo znam ich zakres referencyjny i wiem czym się różnią od polskich. Dla mniej wtajemniczonych: nie różnią się zbytnio, i raczej bym z tego powodu nie odrzucała tej aplikacji, a zmotywowała się do zapamiętania kilku pozycji, które powinny być zrealizowane poniżej lub powyżej wskazań. Byłoby miło, gdyby istniała możliwość „ręcznego” ustawienia norm, ale to tylko może malutkie spostrzeżenie.

Jeżeli więc poszukujecie aplikacji, która pozwoli wam kontrolować swój jadłospis, podaż energii i jej zużycie, oraz wskaże wam jakich kluczowych witamin i minerałów brakuje w waszej diecie ściągajcie myfitnesspal!