Appki dla Foodies, czyli mój telefon i jedzenie cz.1. Myfitnessspal

Długo zbierałam się do ten cykl.

Nie czuję się ekspertem w dziedzinie mobilnych aplikacji, a już na pewno nie przeczytacie dziś o tym, jak oceniam wydajność i techniczną stronę aplikacji, które przetestowałam. Za to chciałabym z wami podzielić się informacjami na temat kilku aplikacji, które moim zdaniem są godne wspomnienia o nich. Bo mnie inspirują, bo ich używam, bo są przydatne w życiu kogoś, dla kogo jedzenie jest ważne.

Każdą aplikację oceniłam w skali od * do *****, ale nie porównywałam ich między sobą ponieważ ciężko porównać coś, czego użyteczność jest różna.

Do dzieła!

myfitnesspal

Na pierwszy ogień mój faworyt.

Aplikacja Myfitnesspal

Dostępność : iPhone, iPad, Android, Backberry, Windows

Cena: free

ocena: *****

Użyteczność: Jest to aplikacja o charakterze dziennika. Możecie w niej notować swoją codzienną dietę oraz ćwiczenia, co pozwala śledzić naszą dietę, sprawdzać zbilansowanie posiłków, monitorować postępy i analizując dzienne/tygodniowe/miesięczne raporty eliminować złe nawyki żywieniowe wprowadzając modyfikacje w swojej diecie lub aktywności fizycznej.

Uważam, że jest to najlepsza aplikacja tego typu dostępna za darmo w Polsce. Dlaczego?

Dlatego, że ma naprawdę ogromną bazę produktów. Dlatego, że wprowadzono do niej wiele produktów z polskiego rynku ( istotne dla osób, które nie są biegłe w języku angielskim, lub nie potrafią przeliczać naszych produktów na zagraniczne odpowiedniki).

Aplikacja daje również możliwość dodawania do bazy danych produktów każdemu użytkownikowi, a także tworzenie receptur dań, co ułatwia nam obliczanie ile kalorii ma jedno ciasteczko z całej blachy, którą właśnie upiekliśmy.

Ale ale…. to nie wszystko, teraz najlepsze.

Jest to jedyna aplikacja, na którą do tej pory trafiłam, która kalkuluje nie tylko ilości spożytego białka,tłuszczu i węglowodanów, ale również najważniejszych makroskładników: witaminy A, witaminy C, wapnia, żelaza, sodu, potasu. W bonusie ilość cholesterolu i WNNKT, tłuszczów trans. Wszystko to zestawione jest w aplikacji z normami zapotrzebowania na dane składniki ustalonymi na podstawie wstępnie wpisanych przez nas parametrów: wieku, płci, wagi, celu jaki chcemy osiągnąć.

Zrzut ekranu 2014-04-28 o 13.46.27

 

Żeby nie było za kolorowo, są też minusy. Aplikacja jest oparta na amerykańskich normach żywienia, co mnie nie przeszkadza bo znam ich zakres referencyjny i wiem czym się różnią od polskich. Dla mniej wtajemniczonych: nie różnią się zbytnio, i raczej bym z tego powodu nie odrzucała tej aplikacji, a zmotywowała się do zapamiętania kilku pozycji, które powinny być zrealizowane poniżej lub powyżej wskazań. Byłoby miło, gdyby istniała możliwość „ręcznego” ustawienia norm, ale to tylko może malutkie spostrzeżenie.

Jeżeli więc poszukujecie aplikacji, która pozwoli wam kontrolować swój jadłospis, podaż energii i jej zużycie, oraz wskaże wam jakich kluczowych witamin i minerałów brakuje w waszej diecie ściągajcie myfitnesspal!

 

 

 

Reklamy

Cud Miód Box

Jakiś czas temu trafiłam na stronę internetową Pani Asi i Pana Krzysztofa. I zapragnęłam tego, czym się zajmują.

Dziś dotarł do mnie mój pierwszy CUD MIÓD BOX.

To pięknie zapakowane pudełko pełne smaków.

W cud miód boxie, który został do mnie dostarczony paczką kurierską znalazły się wyselekcjonowane przez pomysłodawców produkty ekologiczne i naturalne. Ekologia jest myślą przewodnią tej edycji pudełka.

IMG_4479W pudełku opakowanym szarym papierem z pieczątką oprócz produktów znalazłam bardzo sympatyczny i ciepły list ze „słowem wstępu”  oraz książeczkę z opisami producentów produktów, które znalazły się w pudełku.

IMG_4482

Takie pudełko ucieszy każdego kulinarno- żywieniowego geeka, zapewniam. Nawet jeżeli sam musi za niego zapłacić. Zapakowane ręcznie, w bardzo rustykalnym stylu, krzyczało otwórz i zobacz jakie smaki mam w środku !

Uważam, że pomysł jest genialny. Można poznać kilka nowych produktów regionalnych, które nie są w stałej sprzedaży w miejscach gdzie robicie zwyczajowo zakupy. Można samego siebie zaskoczyć. Spróbować czegoś nowego.

Jeżeli chcielibyście zamówić swoje pudełko to polecam stronę

www. cudmiodbox.pl

A jeżeli jesteście ciekawi co było w moim pudełku patrzcie i czytajcie dalej 😉

IMG_4481

W moim pudełku znalazłam:Amarantusowe talarki z dodatkiem melasy buraczanej i sezamu.

Producent: Ekoprodukt

Bardzo mocny posmak buraczany dodaje im oryginalności. Fajna alternatywa dla tradycyjnych przekąsek . Ich struktura bardziej przypomina wafle ryżowe niż ciasteczka, co powodują ekspandowane ziarna amarantusa. Wszystkie składniki talarków pochodzą z rolnictwa ekologicznego.

Naturalna herbata ziemiańska

Producent: BLIK

Herbata to słowo użyte na wyrost. Jest to mieszanka ziół, pozwalająca uzyskać aromatyczny napar ziołowy.  Na mieszankę składają się listki poziomki, jeżyny, czarnej porzeczki oraz aromat kwiatu głogu oraz czerwonych owoców jarzębiny ( opis z opakowania). Zazwyczaj nieśmiało stronię od owocowych herbat. Lubię klasykę. Jeżeli chodzi o zioła to mięta, melisa i rumianek są mile widziane w moim kubku. Jednak ta herbatka rządzi ! Jest naprawdę aromatyczna, mocno ziołowa, smak czerwonych owoców nie tłumi aromatu ziół.  Spodziewałam się tego, do czego byłam przyzwyczajona: kwaśnego naparu. Wrażenia zupełnie  inne. Według informacji ze strony internetowej producenta produkt posiada certyfikat rolnictwa ekologicznego UE.

W pudełku znalazłam jeszcze olej rydzowy, pasztet z soczewicy oraz napój na bazie Yerba Mate. Dam wam znać co o nich sądzę jak tylko znajdę troszkę miejsca w brzuchu na skosztowanie!

My`o`my

Dziś chciałabym Wam zaprezentować fajne miejsce 😉

Otóż kawiarnia jest dla mnie miejscem spotkań, plotek, pogaduch, zwierzeń i czasami zwykłego patrzenia się na ścianę przy dobrym espresso albo kubku kawy.

A jak już mam się gapić bezczynnie, albo pić tę kawę i czytać książkę poza swoim łóżkiem to chciałabym się gapić na coś wyjątkowego.

M`o`my to cudowna kawiarenka-bistro  przy ul. Szpitalnej 8 w Warszawie.

Idąc obok z łatwością można ją minąć bo ma dosyć duże towarzystwo lokali gastronomicznych. Jednak entuzjaści dobrej kawy i świetnych bajgli na pewno trafią pod dobre drzwi z zamkniętymi oczyma.

Lokal jest  przytulny, niewielki, bardzo klimatyczny. Ciężko mi napisać o ciepłej atmosferze, bo ciepło czasami nie jest, ale zawsze znajdzie się koc dla zmarzluchów. Jest tu taki lekki art-chaos 😉

IMG_4274W menu znajdziecie naprawdę duży wybór bajgli, które są wyższe niż niektóre burgery, kanapki na ciepło, zupy, sałatki, koktajle mleczno-owocowe.

Entuzjaści słodkich niespodzianek mogą liczyć na świetne tarty.

Codziennie inne menu obiadowe jest podawane do wiadomości na stronie lokalu na facebooku https://www.facebook.com/pages/myomy/110105745707657?fref=ts

Ach no i oczywiście słynne śniadania do 13 !

Jeżeli chodzi o napoje to parzą kawę w przeróżny sposób, wybór herbat też jest całkiem duży. Czarodziejskie napary rozgrzewające spoza menu mogą wylądować na waszym stole jak tylko przemiła obsługa usłyszy zgrzyt waszych zębów dwa kroki po przekroczeniu progu.  Entuzjaści procentów mogą liczyć na wino, piwo z małego browaru i domową sangrię w różnych wariantach smakowych.

IMG_4275

POLECAM i do zobaczenia w my`o`my!

Ostatnio jadłam:

Bajgla KOZA (15zł):  Świetnie chrupki bajgiel, z fajnie doprawionym mięsem wołowym, serem kozim, żurawiną, pomidorem i rukolą. Ciężko było mi ugryźć tak, aby mieć w jednym kęsie wszystkie smaki. To jedyny minus. Poza tym przepysznie.

IMG_4271

 

Warburger

Dziś kolejna recenzja lokalu w którym zjadłam całkiem dobrego burgera.  Mogę oceniać smak  wygląd i koncepcję. Chciałabym zaznaczyć, że wszystkie te cechy nie są do zmierzenie na jakiejś liczbowej skali. Możemy oceniać wielkość – ale ta wcale nie świadczy o jakości. Możemy oceniać cenę- której ocena ma sens tylko i wyłącznie w kontekście tego, czy przyjemność, której doświadczyliśmy była warta danej sumy. I mogłabym tak bez końca, choć konkluzja jest bardzo prosta: oceny jedzenia zawsze pozostaną mocno subiektywne. Nie chcę tu wystawiać nikomu żadnych gwiazdek, bo swojego czerwonego przewodnika jeszcze nie planuję, Nikt mi też nie płaci za pochlebne słowa, albo słowa krytyki. Poza tym, chciałabym uniknąć sytuacji w której moje przykładowe pięć gwiazdek, dla Ciebie czytelniku będzie warte marnej jednej. Każdy z nas ma swoje smaki, swoje spostrzeżenia i swoje oczekiwania, które chciałby zaspokoić.

Dlatego moje recenzje mają na celu zobrazowanie wam moich wizyt w miejscach, które odwiedziłam, zachęcenie was do spróbowania czegoś co mi smakowało, lub delikatne odradzenie wizyty w miejscy nie wartym uwagi, bo choć wszyscy chcielibyśmy jadać dobrze i tanio, i  z każdego posiłku czerpać przyjemność – znajomi którzy widzieli jak bardzo może cieszyć mnie dobry smak, wychodzili z siebie i stawali obok  słowo daję, nie zawsze trafiamy do odpowiednich miejsc.

Przechodzą do sedna, Warburgera musiałam odwiedzić dwa razy, żeby przekonać samą siebie, że warto.

IMG_3409

Miałam mały problem z uczciwym napisaniem ” cudowny burger, nic bym w nim nie zmieniła”. A moje mieszane uczucia zrodziły się dlatego, że szalenie podoba mi się to miejsce. Podoba mi się to, że chłopaki są naprawdę cudownie uprzejmi, że właściciele naprawdę wykorzystują dobre produkty w swojej burgerowni. Że lepszej burgerowej buły, która naprawdę jest maślana zgodnie z informacją na stronie internetowej lokalu nie jadłam.  Że cała koncepcja zamieszenia na 9m2 lokalu oferującego coś naprawdę wysokiej jakości jest strzałem w dziesiątkę.

Druga strona medalu odnosi się do tego, że według mnie pesto w Giacomo Burgerze jest za słone. Próbowałam dwukrotnie. Mam czułe kubki smakowe, i po pierwszej degustacji cały wieczór zastanawiałam się, czy może to tylko mój problem. Nie przypadło mi do gustu. Wyczulona byłam. Mieli zły dzień, ktoś się zakochał i przesolił. Dałam drugą szansę. I znowu było bardzo słono.

Ale sama sobie nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy zmiana byłaby korzystna…Myślę, że ten nadmiar słonego, jest też jakimś atutem. Znakiem firmowym. Może to właśnie ten smak.

IMG_3413Polecam. Sami oceńcie. Możecie zjeść burgera klasycznego, z serem, 100% amerykańskiego z dymnym sosem BBQ. Fani ostrości też znajdą propozycję dla siebie. Warburger wszystkich skacowanych zaprasza na Kacburgera z odrobiną %. Dla entuzjastów nietypowych połączeń mój typ czyli Giacomoburger z jajkiem sadzonym i bazyliowym pesto.

Ser kozi w Warburgerze jest sparowany z karmelizowaną cebulką i wiśnią. Brawa za to połączenie.

A do popicia świetna różana i cytrynowa lemoniada. To całkiem fajne, że w takich miejscach mogę też czasami spróbować czegoś zupełnie nowego do picia. Jak szaleć, to szaleć, w końcu nie jemy burgerów codziennie (mam nadzieję !).

Ach no i wielki plus, za skrzynkę jabłek, z której każdy klient może się zupełnie za darmo poczęstować. Uważam, że to dobra wizytówka, miły gest. Zostawiając ponad 25 zł w lokalu za burgera, cieszę się gdy widzę, że nikt nie wylicza mi serwetek, sztućcy czy jabłek. Choć oświadczam: jeśli chcecie skorzystać z tego jabłka na deser, musicie przyjść NAPRAWDĘ głodni, bo burgery mimo niepozornej wielkości są naprawdę sycące.

MoaBurger

IMG_3335Trzy kroki od krakowskiego rynku, przy ulicy Mikołajskiej 3 chowa się mały lokal o nazwie MOABURGER. Nie myślcie sobie, że to ukrywanie się jest efektywnie.

Jeżeli widzicie tabun ludzi na chodniku jedzących lub wymachujących drewnianymi łyżkami to znaczy, że dobrze trafiliście.

Podczas mojej wizyty w Krakowie, miałam wrażenie, że to w tym lokalu mieści się drugie, zaraz po muzeum lotnictwa miejsce spędów wszystkich młodych, starych  lubiących dobrą muzykę i szybkie jedzenie.

Coś mi się wydaje, że z tym szybkim jedzeniem dopuściłam się nadużycia, bo na burgera czeka się tu od 20 do 40 minut. Ale w Krakowie nikomu to nie przeszkadza. Wszyscy grzecznie siedzą, gadają w wielu językach i nawet nie myślą o wzniecaniu buntu głodomorów. I nawet ci na ulicy sprawiają wrażenie, jakby krawężnik był świetnym miejscem do pogaduch w oczekiwaniu na jedzenie.

Znam miejsca w których to by nie przeszło. Absolutnie nie.  Ale na Mikołajskiej to oczekiwanie dopełnia cały akt konsumpcji. Jest przyjemnie, gwarno i wesoło, i jeżeli Ci się nie śpieszy to naprawdę warto tam spędzić godzinę.

IMG_3336

Przechodząc do sedna sprawy, czyli jedzenia menu jest mocno rozbudowane. Moją uwagę przyciągnął przede wszystkim wegetariański burger z plackiem z bobu i ziół. Druga wege propozycja zawierała ser kozi. W Moa można zjeść również burgera z mięsem kurczaka, lub jagnięciną.

Wyznaję zasadę – jak burger to wołowina.  W tym nurcie można wybrać burgera klasycznego (17 zł) lub z dodatkami. Klasycznie z serem (18 zł), serem i bekonem (21 zł) lub bardziej oryginalnymi składnikami.  Jest burger z krewetkami (27 zł)  burakiem i ananasem (23 zł), który według moich obserwacji jest specjalnością zakładu a  wielki głód można zaspokoić burgerem z takimi samymi dodatkami i  z podwójną porcją mięsa.

Ja wybrałam Avo Bacon Burgera z mięsem wołowym, pastą z awokado, boczkiem, sałatą, pomidorem, ogórkiem, czerwoną cebulką, sosem pomidorowym i majonezem (22 zł).

IMG_3339

Jak widzicie na zdjęciu burger był ogromny.  Sprawa dosyć specyficzna jak na burgerownię: większość ludzi je nożem i widelcem. Chciałam być twarda i obyć się bez sztućców – poddałam się. Pieczywo było smaczne- widać, że produkowane na zamówienie. Mięso soczyste i odpowiednio doprawione. Pasta z awokado świetnie komponowała mi się z bekonem i wołowiną. Przechodząc do rzeczy mniej cudownych sos pomidorowy zupełnie nie komponował mi się smakowo z całą resztą dodatków. Był słodki, i bardziej pasujący do makaronu niż burgera. Po kilku minutach bułka nasiąkła tym, dosyć rzadkim sosem, co zmusiło mnie do jedzenia w sposób cywilizowany przy użyciu noża i widelca, choć mocno się temu opierałam.

IMG_3338

Znajomi jedli burgera z ananasem i burakiem. Sposób jego jedzenia zależy od indywidualnych umiejętności, i zaprawiona w boju osobniczka dała mu radę bez sztućców, ale musiała naprawdę długo trenować przed wizytą w Moa Burger własną technikę pochłaniania burgerów.

Wrażenia ogólne: Burgera powinno dać się zjeść na ulicy. A z tym były ewidentne  problemy bo nie był wystarczająco zwięzły. Mięso powinno być mocniej zbite a sosy odrobinę gęstsze, buła grubsza. I wcale nie chodzi o moje łakomstwo, bo burger mógłby być mniejszy ale łatwiejszy „technicznie”.

Kreacje smakowe bardzo mi się podobały, a jeżeli ktoś mnie zapyta gdzie może zjeść coś dobrego w Krakowie odpowiem mu że na Mikołajskiej trzy. Pod warunkiem, że ma chwilę czasu, i jest w stanie zapłacić trochę więcej za oryginalne połączenia smaków.

A na deser belgijskie frytki, i desery- codziennie inne.

Ja już wiem skąd w nazwie MOA… a Ty ? 😉

Hasła reklamowego „Fast food nowej generacji prosto z Nowej Zelandii” po wizycie w lokalu komentować nie będę. Ani specjalnie fast, ani nowej generacji… choć ten Burak i Ananas kojarzą mi się ewidentnie z Nową Zelandią – 1:3.

Ach i na koniec wielki plus za design, szczególnie pomysłowe oświetlenie w lokalu, które mnie oczarowało i zainspirowało.

BOOKS !

Już jakiś czas zbierałam się do napisania jakiegoś bardziej luźnego posta,  ale jakoś tak zawsze wpadały mi do głowy kulinarne pomysły i nie było czasu.

Uwielbiam czytać. Naprawdę nie rozumiem ludzi  dotykających mniej niż dziesięciu książek w ciągu roku, pomijając podręczniki i skrypty. Ostatnio mocno zaaprobowały mnie Szwedzkie kryminały, które są naprawdę wciągające ale nadal lubię wrócić do klasyków Cobena, Cooka albo Grishama.

Mam przy sobie książkę prawie zawsze. W metrze, w pociągu, na wykładzie, który może okazać się stratą czasu ( niestety takie się zdarzają) , na wakacjach. Moja walizka podczas letniego wyjazdu miała spory nadbagaż z powodu literatury. Oczywiście w dzisiejszych czasach coraz lepiej działa system książek elektronicznych, które nie ważą prawie nic i można je zabrać wszędzie, ale ja kocham zapach papieru i szelest przewracanych kartek. Nie mniej jednak nie ważne jaką formę czytelnictwa wybierzecie, ważne żeby czytać. Książki są dobre na wszystko: na nudę, na chandrę, na wolny wieczór.

Mam parę miejsc w Warszawie, które czasami odwiedzam w towarzystwie jakiejś wciągającej lektury. Latem wybierałam miejsca, gdzie ciepła pogoda umożliwiała czytanie i rozkoszowanie się słońcem. Pole mokotowskie lub pobrzeże Wisły + książka + koc to dobry sposób na spędzenie przedpołudnia. Czasami umawialiśmy się z M. w Dolinie Muminków na czytanie. Zabieraliśmy książki pod pachę, polowaliśmy na leżaki i tak wspólnie spędzaliśmy popołudnie, każdy ze swoją historią.

Teraz, gdy pogoda nie sprzyja przebywaniu na powietrzu i dotlenianiu odwiedzam sprawdzone miejsca, gdzie zawsze znajdzie się jakiś kąt i duży kubek, które umilą mi czas oczekiwania na spotkanie lub zajęcia. Szczególnie upodobałam sobie T-Bar na Szpitalnej.

Po pierwsze jest to herbaciarnia z prawdziwego zdarzenia, pierwsza tego typu w Polsce.

Serwują tam kilkanaście herbat różnego rodzaju i gatunku, od białych przez zielone po czarne, aromatyzowane, smakowe oraz ziołowe, zaparzone zgodnie z ceremonią! Możecie wybrać herbatę klasyczną lub drinki i koktajle w których główną rolę gra herbata.

Oczywiście poza napojami, lokal serwuje również dania, których receptury układał Kurt Scheller. W menu, do każdego z dań przypisana jest rekomendacja, która z herbat idealnie będzie się z nim komponować.

W każdy piątek w lokalu organizowane są ciekawe zajęcia/spotkania kulturalne o przeróżnej tematyce, a pewnego wieczoru, podczas którego miałam zamiar przebrnąć przez kilka ostatnich rozdziałów ” Kroniki Ptaka Nakręcacza” Murakamiego udało mi się trafić na kulinarne warsztaty z Kurtem Schellerem, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie.

a Wy !? Czytacie?  Znacie jakieś fajne miejsca godne polecenia ? Czekam! 😉

KASZA

Kasza gryczana, jęczmienna czy jaglana… Mnóstwo gatunków, a wszystkie zawierają cenne minerały, witaminy i błonnik. Ale – choć stare porzekadło mówi, że od kaszy człowiek zdrów – trzeba wiedzieć, jaki rodzaj wybrać, bo niektóre mogą nam zaszkodzić…

Perłowa i pęczak powstają z ziaren jęczmienia, jaglana z prosa, manna i kuskus z pszenicy, choć coraz częściej są produkowane według receptury makaronowej, z mąki pszennej co znaczy że ich wartość odżywcza jest zbliżona do makaronu.

Kukurydza jest surowcem do produkcji kaszy kukurydzianej, a z nasion gryki robi się kaszę gryczaną i krakowską.

Najpierw ziarna zbóż są oczyszczane – pozbawiane części zewnętrznych, czyli okrywy nasienno-owocowej.

Następnie, w zależności od rodzaju kaszy, ziarna są polerowane, krojone, mielone, prażone. Im mniej oczyszczone i rozdrobnione ziarno, tym kasza zawiera więcej cennych składników odżywczych.

CO W KASZY PISZCZY CZYLI ABC WARTOŚCI ODŻYWCZEJ

Pod względem wartości odżywczej kasze przewyższają ryż, makaron i ziemniaki. Są bogatym źródłem skrobi, która w organizmie rozkłada się powoli na glukozę – paliwo potrzebne do pracy mózgu i wszystkich innych komórek. 100 g ugotowanej kaszy manny pokrywa niemal całkowicie dzienne zapotrzebowanie na węglowodany, więc pamiętajcie, że mimo iż jest powszechnie uważana z zdrową to nie należy przesadzać z ilością.

W skład kasz wchodzą witaminy z grupy B: B1 (tiamina), B2 (ryboflawina), PP (niacyna), B6 (pirydoksyna), kwas foliowy i witamina E. Sporo jest również składników mineralnych, głównie potasu obniżającego ciśnienie, żelaza zapobiegającego niedokrwistości oraz magnezu korzystnie działającego na układ nerwowy i pracę mięśni (w tym sercowego). Kasze są też całkiem dobrym źródłem wapnia, miedzi, cynku, manganu i krzemu.

  • Kasza manna (grysik)
    To drobniutka kasza pszenna. Zawiera niewiele błonnika, witamin i minerałów, natomiast wśród innych kasz wyróżnia ją wysoka zawartość jodu. Jest lekko strawna i ma dużo skrobi. Najsmaczniejsza jest gotowana na gęsto (rozklejona). Można z niej przygotować zupy mleczne, kremy i budynie, a także stosować zamiast makaronu do rosołu lub zupy grzybowej.
  • Kasza jęczmienna
    Najpopularniejsza w polskiej kuchni. Otrzymuje się ją z jęczmienia. W zależności od stopnia rozdrobnienia ziaren wyróżniamy: pęczak, kaszę grubą, średnią i drobną oraz perłową. Są one dobrym źródłem witaminy PP (niacyny), która skutecznie obniża poziom cholesterolu we krwi, rozszerza naczynia krwionośne i poprawia wygląd skóry. Kasze jęczmienne mają ponadto dużo rozpuszczalnego błonnika, dzięki temu zapobiegają wszystkim żołądkowo-jelitowym problemom.
    Najlepiej smakują jako dodatek do mięs i zapiekanek oraz są niezastąpionym składnikiem mojego ukochanego krupniku. Pęczek ugotowany na sypko można też dodawać do sałatek zamiast ryżu.
  • Kasza gryczana
    Uważana jest za jedną z najzdrowszych kasz. Powstaje z łuskanych i prażonych ziaren gryki. Zawieraja ona dużo białka o wysokiej wartości odżywczej – bogata w aminokwasy endogenne lizynę i tryptofan   czyli takie, których nasz organizm sam nie potrafi wytwarzać. Ponadto kasza gryczana zawiera sporo kwasu foliowego, jest zasobna w magnez, cynk, mangan oraz potas i fosfor. W przeciwieństwie do innych kasz nie zakwasza organizmu. Zawarta w niej skrobia chłonie niewiele wody, a potem bardzo powoli ją oddaje.  Nie zawiera glutenu, może być stosowana w diecie bezglutenowej.
    Najsmaczniejsza i najzdrowsza jest gotowana na sypko. Doskonała do zrazów i zsiadłego mleka. Można z niej przyrządzać placki, pasztety, nadzienie do kurczaka, słodkie zapiekanki lub zemleć w młynku i używać zamiast mąki gryczanej do naleśników i wypieków. Rozdrobniona wypolerowana kasza gryczana zwana krakowską ma mniej składników odżywczych niż tradycyjna. Wykorzystuje się ją do dań słodkich lub miesza z suszonymi grzybami, koperkiem i czosnkiem i podaje jako dodatek do mięsa. Jej wadą i powodem dla którego niektórzy starają się ją zastępować innymi rodzajami kasz jest nieprzyjemny zapach podczas gotowania i specyficzny  lekko orzechowy smak.
  • Kasza kuskus
    To drobna kasza z ziarna pszenicy twardej durum. Po oczyszczeniu i rozdrobnieniu ziarno jest gotowane na parze, co przyspiesza przygotowanie. Wystarczy zalać ją wrzątkiem i odstawić na 10 minut.
    Jest łatwo strawna i sycąca, bogata w węglowodany i białko. Nie zawiera jednak błonnika, ma też mniej minerałów i witamin. Jest szczególnie zalecana dzieciom, kobietom w ciąży i osobom starszym.
    Znakomicie smakuje na ciepło i na zimno, jako składnik sałatek. Ma delikatną orzechową nutę, nadaje się zarówno do dań ostrych, jak i słodkich.
  • Kasza kukurydziana
    W krajach latynoamerykańskich przyrządza się z niej placki jadane jak chleb. Otrzymywana jest przez oczyszczenie i rozdrobnienie ziarna kukurydzy. Ma sporo “dobrego tłuszczu” oraz witaminę E. Białko zawarte w kukurydzy nie ma co prawda wysokiej wartości odżywczej, ale nie wywołuje odczynów alergicznych.  Najsmaczniejsza jest (gotowana na gęsto – rozklejana) z mięsem i warzywami.
  • Kasza jaglana
    To najstarsza znana kasza. Otrzymuje się ją z nasion prosa. Pod względem wartości odżywczej dorównuje kaszy gryczanej. Ma mało skrobi, za to dużo białka. Wyróżnia się najwyższą zawartością witamin z grupy B: B1, (tiaminy), B2 (ryboflawiny) i B6 (pirydoksyny) oraz żelaza i miedzi. Ponadto jest lekko strawna i nie uczula, bo nie zawiera glutenu. Dlatego warto ją polecić osobom stosującym dietę bezglutenową, a także cierpiącym na niedokrwistość.
    Jest świetnym dodatkiem do duszonych mięs i dań słodkich (np. zapiekanek ze śliwkami lub jabłkami)

KRÓTKIE INFO DLA PRAKTYKÓW, CZYLI JAK GOTOWAĆ KASZĘ

Kasze grube, zwłaszcza gryczana, zazwyczaj są zanieczyszczone – przed gotowaniem trzeba je więc kilka razy wypłukać w zimnej wodzie i osączyć.

By ugotować kasze grube na sypko i zachować cenne składniki – zwłaszcza minerały i witaminy z grupy B (które rozpuszczają się w wodzie) – należy użyć odpowiedniej ilości wody. I tak:

  • na 1 szklankę kaszy gryczanej lub krakowskiej bierzemy 2 szklanki wody;
  • na 1 szklankę pęczaku – 3 szklanki wody;
  • na 1 szklankę kaszy jaglanej, jęczmiennej (perłowej i mazurskiej) – 2,5 szklanki wody.

Ziarenka nie będą się sklejały, jeśli do gotowania dodamy tłuszcz, np. masło (łyżka na 100 g kaszy). Zamiast tego możemy przed ugotowaniem kaszę wymieszać z roztrzepanym jajkiem lub białkiem (białko na 30 g kaszy), a następnie wysuszyć w piekarniku – tak przygotowuje się np. kaszę krakowską. Będzie sypka, ale chudsza.

Kasze gotujemy pod przykryciem do czasu, aż ziarenka wchłoną całą wodę.

Rozklejane kasze drobne należy przed gotowaniem wymieszać z niewielką ilością wody lub mleka i przelać do wrzątku w proporcjach:

  • 1 szklanka kaszy manny, kukurydzianej lub krakowskiej na 4 szklanki wody lub mleka;
  • 1 szklanka kaszy jęczmiennej perłowej, mazurskiej lub jaglanej na 3,5 szklanki wody.

Gotujemy, aż kasza się rozklei. Cały czas mieszamy, by się nie przypaliła.

A skoro już jesteśmy przy temacie kaszy to chciałabym polecić wam cudowne miejsce w samym centrum Zakopanego.

Restauracja „DOBRA Kasza Nasza” mieści się w samym centrum Zakopanego. Trafiłam tam  pierwszego dnia roku 2012 z nadzieją , że zacznę rok czymś naprawdę smacznym. Wykończona po dniu pełnym aktywnych form spędzania czasu w ramach leczenia skutków minionej nocy i szampańskiej zabawy oczekiwałam chwili przyjemności. Już samo wnętrze restauracji pozytywnie mnie zaskoczyło. Restauracyjka jest niewielka, choć sprawia wrażenie przestronnej dzięki wszechobecnym lustrom. Pluszowe kanapy  w pomarańczowym kolorze, na którego punkcie mam ostatnio bzika i skórzane fotele zachęcają do spoczynku. Nastrojowa muzyka sprzyja niespiesznej konwersacji nad kubkiem herbaty.Nietrudno tu o miejsce i podczas 2 godzinnej wizyty nie widziałam aby  ktokolwiek wszedł do restauracji i  nie znalazł stolika. Bardzo konsekwentny wystrój widać wszędzie- od ścian aż po serwetki z motywem przewodnim. Prawdziwa radość ogarnęła mnie dopiero gdy zajrzałam do karty. Kasza zapiekana  w specjalnie do tego przeznaczonym piecu, podawana jeszcze „skwiercząca” w zestawie z surówką i sosem. Każdy odnajdzie jakiś smak dla siebie: czy to superklasyczna gryczana z boczkiem i śliwkami suszonymi, czy lekkie fusion kaszy perłowej z kurczakiem curry i czarnymi oliwkami, aż po wegetariańską marchewkę z imbirem. Dawno nie miałam takiego problemu z wyborem dania, bo powiem szczerze, że miałam ochotę na wszystko co było w tej karcie! W menu znalazły się też dania dla tych , którzy na kaszę ochoty nie mają.  Kurczaka z grilla w suszonych pomidorach albo przepyszne żeberka z gruszkami zostawiłyśmy na kolejną wizytę w tym miejscu. Bardzo miła obsługa, całkiem szybko podany obiad ( 20 minut w porównaniu z pozostałymi restauracjami w okolicy to naprawdę dobry czas), przystępne ceny, wysoka jakość składników  i strasznie ciekawy sposób podania sprawiły że na pewno jeszcze tam wrócę. Wszystkim polecam!

Restauracja DOBRA
ul. Krupówki 48
34-500, Zakopane
tel. 791 523 245